Blog   |  Białoruś kraj, którego niepotrzebnie się bałem cz.1

Białoruś kraj, którego niepotrzebnie się bałem cz.1

Jest luty 2018 roku. Dzwonię do ambasady. Dodzwonić się jest łatwo. Odbiera miła Pani. „Proszę pana nie ma żadnych problemów. Do 5 dni bez żadnej wizy może podróżować pan po całej Białorusi. Niepotrzebne są żadne wydruki, pozwolenia. Bierze pan paszport i wykupuje odpowiednie ubezpieczenie, możne je nabyć także na lotnisku w Mińsku. Życzę miłej podróży”

Po tak konkretnej i miłej rozmowie, czułem się zaproszony osobiście przez ambasadę, do odwiedzin w tym kraju. Za 535 złotych wykupiłem bilet LOT – u w obie strony. Przy jego zakupie można zaznaczyć opcję wyboru, potrzebnego ubezpieczenia podróży. Po wpłaceniu dodatkowych 40 złotych byłem w nie odpowiednio wyposażony. Zdziwiło mnie przy tym jednak, że polski przewoźnik oferuje ubezpieczenie niemieckiej firmy Allianz Versicherungen. Ciekawe czy Lufthansa poleca do swoich przelotów ubezpieczenie PZU?:)

Samolot był dość pełny a w nim głównie klienci biznesowi, trudno było rozpoznać jakiegoś turystę, poza mną. Na płycie lotniska witają nas wstrętne sowieckie mundury pograniczników. Jeszcze na pokładzie rozdano nam deklaracje celne do wypełnienia. I tutaj chwila nieprzyjemnej grozy: jest to wspólna deklaracja wjazdu na teren Białorusi i Federacji Rosyjskiej. Naszła mnie krótka myśl – czy to znaczy, że na lotnisku będzie też rosyjska służba graniczna? Na szczęście moje przypuszczenia okazały się mylne.

Samo lotnisko jest bardzo czyste i nowoczesne. Do odprawy przygotowanych jest 15 stanowisk paszportowych. Urzędnik ogląda co prawda mój paszport, używając do tego nawet specjalnej lupy, z czym wcześniej nigdy się nie spotkałem ( a odwiedziłem już 70 krajów świata), ale cała kontrola trwa może z 2 minuty. Celnikom moja osoba nie wydała się interesująca, więc szybko wyszedłem przed budynek lotniska. Ponieważ spieszyło mi się do Mińskiego Archiwum Historycznego, postanowiłem wziąć taksówkę na spółkę z innymi Polakami, którzy jechali do miasta, w celach biznesowych. Nie było to najlepsze rozwiązanie. Wydałem 15 euro nie wiedząc, że do centrum kursują marszrutki za jedyne 4 ruble. (1 EUR = 2,4 rubla białoruskiego). Ten błąd naprawię już w drodze powrotnej.

Swoje pierwsze kroki skierowałem do monumentalnego gmachu Białoruskiego Archiwum Historycznego. Co okazało się niewiarygodne, udało mi się zamówić odpowiednie księgi metrykalne, jeszcze przed przyjazdem. Miła Pani przez telefon przeszukała odpowiednie indeksy i stwierdziła, że dane z tych lat są dostępne i zaprasza mnie do skorzystania z nich. Na każdym kroku od uśmiechu strażnika granicznego, przez ludzi spotykanych na ulicach, po obsługę pracująca w archiwum, spotykałem się z ciepłym bardzo serdecznym przyjęciem. Panie w archiwum były bardzo pomocne, no może poza jedną, która nie zapomniała czasów sowieckich, w których groźna mina i wzruszanie ramionami oznaczało pokazanie siły i władzy nad tobą, każdego homo sovieticusa.

Do wizyty byłem dobrze przygotowany, zamówiłem wcześniej konkretne materiały. Poszukiwałem tylko 3 metryk, więc praca poszło szybko i sprawnie. Jakie wielkie szczęście miałem z tego powodu, że potrzebne były mi dane z lat 1929-1931 a księgi w archiwum kończyły się na tym właśnie roku. Jeśli mój Narcyz ślub brałby w 1932 roku, już nic był nie znalazł.

czytaj dalej strona 3…

Gmach budzi respekt.

Polecam także:

Komentarze facebookowe

komentarze (y)

1 2 3 4

3 Responses to Białoruś kraj, którego niepotrzebnie się bałem cz.1

  1. Sawio Odpowiedz

    Marzec 27, 2018 at 4:18 pm

    Sawio przeczytał i czeka na ciąg dalszy. Czy nadal za informację na dworcu trzeba zapłacić ? 😉

  2. admin Odpowiedz

    Marzec 27, 2018 at 4:20 pm

    spokojnie cierpliwości tekst jest dopiero tworzony:)

  3. admin Odpowiedz

    Marzec 27, 2018 at 4:21 pm

    nie nie trzeba płacić jak kiedyś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*